team_member_8

Archiwum Łęczyckie

Pogrzeb Jana Potakowskiego z Kiełmina, 1960. Archiwum Marianny Różalskiej.

Obrzędy pogrzebowe odzwierciedlają głęboką wiarę w pośmiertny wymiar ludzkiej egzystencji. Działania i czynności wykonywane podczas przygotowania do pogrzebu i samego chowania zmarłego mają swój cel i znaczenie. Pogrzeb jako obrzęd przejścia łączył się z wieloma zabiegami magicznymi, które miały pomóc zmarłemu i jednocześnie ochronić społeczność. Pożeganie ze zmarłym i zapewnienie mu spokojnego i skutecznego przejścia na tamten świat było niejako powinnością społeczności. Śmierć na wsi traktowana była niegdyś jako naturalna kolej rzeczy. Ważne, by wydarzyła się w sposób naturalny – ze starości, długiej choroby – wtedy członkom rodziny ani społeczności nie groziły niebezpieczeństwa, o ile oczywiście zostały dopełnione wszelkie czynności i rytuały pożegnania zmarłego. Niedgyś działania te ściśle wypływały z wierzeń i światopoglądu mieszkańców wsi – znany był ich sens i zastosowanie. Zwykle dodatkowe zabiegi ochronne stosowano, gdy śmierć była nagła. Dobra śmierć znaczyła, że umiera się wśród bliskich, w otoczeniu znanym konającemu, spokojnie i łagodnie. Niepokój wzbudzała zawsze śmierć nagła, nienaturalna. Stąd wypowiadany zawsze hymn Święty Boże (polska wersja łacińskich suplikacji) jest śpiewany m.in. w trakcie uroczystości pogrzebowych, mszy za dusze zmarłych, a także w intencji ochrony przed klęskami żywiołowymi: Od powietrza, głodu, ognia i wojny/ Wybaw nas Panie, Od nagłej, a niespodziewanej śmierci/zachowaj nas, Panie. Porządek pogrzebu w łęczyckim nie odbiegał znacznie od ogólnie przyjętych w Polsce form ostatniego pożegnania. Dogłębne opracowanie tego tematu można znaleźć w wielu miejscach, choćby u Adama Fischera, Henryka Biegeleisena w Teatrze NN czy z innej perspektywy – Ewy Masłwoskiej. Więcej o samych pieśniach u prof. Jana Adamowskiego

Na pogrzeb nie zapraszano, wypadło by rodzina i sąsiedzi zjawili się u zmarłego na ostatnie pożegnanie. Tak się liczyło obowiązkiem, żeby te modlitwę [zmowić]. (Zofia Granosik) Na wsi nikt nie prosił, taki był zwyczaj i śpiewały starsze panowie. (Mirosław Dworczak) W niektórych wsiach, gdy dobry śpiewak czy śpiewaczka nie byli bliskim znajomym zmarłego, można było ich poprosić o zaśpiewanie na uroczystości pogrzebowej. Śpiew towarzyszył obrzędowi od czuwania przy zmarłym, aż do pochówku na cmentarzu, a nawet stypy. Obecność wyspecjalizowanego śpiewaka, śpiewaczki czy grupy śpiewaczej (co zdarzało się rzadziej) była niegdyś nieodzowna. Spełniali oni rolę przewodnika obrzędu. Osoba taka zazwyczaj już od młodych lat uczestniczyła w obrzędach i uczyła się przyszłego fachu. I śpiewały starsze panowie, a ja przy nich się uczyłem, przysiadałem przy nich, no i tera pałeczkę objąłem po tych panach, co już nie żyją, no dlatego. (Mirosław Dworczak). To już tak w wieku 12-13 to już się chodziło, i już człowiek się uczył (Kazimierz Urbaniak), nie było telewizorów, a modlitwy to były bardziej pospolite można powiedzieć (Szczepan Sochacki). Śpiewacy pogrzebowi zgodnie twierdzą, że do profesji tej należy mieć powołanie, lubić śpiew. Niektórzy uważają, że potrzebne jest odpowiednie usposobienie. Konieczna jest znajomość porządku obrzędu oraz odpowiednich modlitw i pieśni, a także ich kolejności i przeznaczenia.

Wierzono, że zwierzęta mogą przeczuć śmierć – zwykle były to psy i ptaki. Znakiem mogły być trzepoczące ptaki (gołębie, sroki i inne) kukanie kukułki lub pójdźka, której charakterystyczne zawołanie kojarzono z wróżbą śmierci. Nieraz to sowy take, w nocy to pódźka jak śpiewła, to -„oho już kogoś wyprowadzi” – pójdź, pójdź w dołek pod kościołek, pójdź, pójdź w dołek pod kościołek, to takie były przesądy (Antoni Śliwka). Znakom tym ufa się dużo mniej niż kiedyś. Bardziej wierzy się w przepowednie ze snu. No w sny to ja wierzę. Jak mój brat miał wypadek, to ja już wiem, bo moja mama mi mówiła, że w nocy, no jakby teraz tej nocy, śniło jej sie, że była na trasie, jak to w Ozorkowie jest ta trasa, co się mówi, nie? I tam w tym miejscu, co był wypadek, to mówi, że leżał czarny pies na drodze. A zaraz wieczorem na nastepny dzień, tak jakby się dzisiej jej sniło w nocy, a na następny dzień miał wypadek, tam w tym samym miejscu (Teresa Bartczak). Powszechnie uważa się, że zmarły tuż po śmierci odwiedza znajme miejsca i osoby, ostatni raz się żegnając, co może być także zauważone – poprzez różne znaki (stukot, upadek przedmiotu, skrzypienie drzwi, otworzenie się drzwi, bądź okna).

Pogrzeb zaczynał się od czuwania przy zmarłym, który leżał zazwyczaj w domu – od dwóch do trzech dni. Gdy było chłodno, zmarłego kładziono w trumnie na stole, otaczano go w zależności od zamożności kwiatami i lichtarzami (pożyczanymi z kościoła). Bardzo ważnym elementem obrzędu podczas wystawienia ciała było światło świec. Musiało palić się prawie nieustannie w czasie całego obrzędu: przy konaniu, wynoszeniu ciała, podczas pochodu żałobnego, w kościele. Paliło się także po pogrzebie, na grobie i w domu okrytym żałobą. Gdy było ciepło, ciało „rosło” i należało je schłodzić – kładąc zwykle na piasku, w którym ukrywano kosy, lemierze, siekiery (w celu schłodzenia). Stawiano także balie z wodą. W późniejszych czasach przynoszono lód. No to jak zmarły leżał w domu, no to rodzina przywoziła biały piasek, kładli na to prześcieradełko, żeby ciało nie ubrudziło się, kładli na to zmarłego, na ten piasek i obok wanny z wodą, a to kosy, żeby ciało nie rosło. W dzień pogrzebu, no to wkładali go dopiero w trumnę (Czesława Śliwka). Zamykano okna, zasłaniano lustra, a zegar zatrzymywano na godzinie śmierci zmarłego. Do trumny wkładano ulubione przedmioty zmarłego lub te, których często używał za życia. Jag wynosili ciało już do kościoła, to kto tam się został w domu, jak stypy były w domu, to przewracały tylko stół, co to ciało na tym stole stało, te dwa stoły co były, bo przeważnie na dwóch stołach stała trumna, nie? Były stoły przewarcane. To tak głośno trzeba było (Teresa Bartczak, Krystyna Palmowska). Hałas miał wystraszyć nieboszczyka, by ten nie został się w domu, tylko poszedł z trumną (Teresa Bartczak). Zanim wyniesiono trumnę, wszyscy obecni musieli się ze zmarłym pożegnać. Zwykle każdy dotykał trumny na znak pożegnania, należało także wybaczyć winy i pojednać się ze zmarłym, by mógł odejść w pokoju, w przeciwnym wypadku jego dusza mogłaby wrócić w celu uzyskania przebaczenia. W niektórych wsiach, przy wynoszeniu trumny  z domu należało trzykrotnie podnieść trumnę do góry i na dół tuż przed przekroczeniem domu. Od tej pory zmarły raz na zawsze opuszczał dom. Przez dwa lub trzy dni z rzędu do czasu pogrzebu ludzie czuwali przy zmarłym śpiewając pieśni pogrzebowe i modlitwy, zazwyczaj naprzemiennie. Przy czuwaniu odmawiano zwykle różaniec, litanię loretańską, wieczny odpoczynek – zwykle między pieśniami. Często w międzyczasie gospodarz częstował przybyłych jedzeniem i wódką. Jeszcze był taki obyczaj również gdzie częstowano u nieboszczyka takim poczęstunkiem. To około tam godziny, czy półtorej od rozpoczęcia, to takie wzmocnienie – kanapkę i po sznapsie. Śpiewaliśmy tak szczególnie po dwunastej, do pierwszej (Antoni Śliwka, Szczepan Sochacki). Każda wieś miała swój ustalony porządek śpiewania, jednakże można zauważyć pewne wspólne cechy. Pieśni o świętych – patronów dobrego konania, o męce pańskiej, psalmy oraz maryjne śpiewano tylko przy czuwaniu w domu. Po wyprowadzeniu ciała z domu, podczas drogi do kościoła i na cmentarz śpiewano inny kanon. W niektórych wsiach pieśń o opatrzności boskiej Kto się w opiekę odda panu swemu (tłumaczenie Psalmu XCI Qui habitat in adjutorio altissimi z Psałterza Dawidowego w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego) śpiewa się zazwyczaj podczas drogi na cmentarz, na przemian z Dobry Jezu, a Nasz Panie plus Wieczny odpoczynek na miejscowe warianty melodyczne. Pieśnią tą często także rozpoczynano czuwanie. Na cmentarzu śpiewano: Już idę do grobu, Przez czyśccowe upalenia, Na cmentarzu mieszkać będę. Przy wpuszczaniu trumny do grobu lub jak już ksiądz odśpiewał i odchodził, to ja śpiewałem tę pieśń dopiero (Mirosław Dworczak) – Zmarły człowiecze. W późniejszym czasie na tę okoliczność śpiewano pieśń W mogile ciemnej (napisana dopiero około 1902 przez Aleksandra Orłowskiego). Na zakończenie zwykle śpiewano Żegnam cię mój świecie wesoły.

Pieśnią występującą w łęczyckim, dość rzadko śpiewaną w innych regionach, jest Duszo kochana – motyw i część tekstu nawiązuje do XVII pieśni Jest zdrada w świecie. Osobne pieśni były na szczególne okazje np. na pogrzebie księdza Ucichła radość znikło wesele. Teksty pieśni i modlitw pogrzebowych, rodowodem sięgających XVI-wiecznych kancjonałów i XVII-wiecznych kantyczek funkcjonują w postani zapisów w zeszytach, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie, przepisywane ręcznie, choć korzysta się także z książeczek, które jednak mają często za mało zwrotek (Krystyna Palmowska) lub specjalnych śpiewników pogrzebowych np. Śpiewnik pogrzebowy (żałobny), zawierający najodpowiedniejsze pieśni pogrzebowe, modlitwy i litanije za osobę konającą, Msze święte, Godzinki, Officyum za dusze zmarłych, Różaniec, Koronkę, Litanije za dusze zmarłych i processyje na dzień Zaduszny, wydanie nowe Pawła Matczaka, Nowe Chojny pod Łodzią 1902; Śpiewnik pogrzebowy i żałobny z 1934 wyd. w Częstochowie, Tomasz Nagłowski i sk-a; druki ulotne zawierające 1 czy 2 pieśni. Pieśni, często śpiewane na pamięć, zyskiwały także nowe warianty tekstowe. W melodiach zauważyć można charakterystyczne dla łęczyckiego odwołanie do muzyki instrumentalnej, rytmy trójkowe z akcentami na 1 i 3. Melodie mają taki podskórnie taneczny charakter i nawet ma sie wrażenie, że sa czasami troszeczkę za wesołe, jak na pieśni do pogrzebu (Joanna Gancarczyk). Mimo niewielkich odległości między wsiami, melodie różniły się w poszczególnych pieśniach, choćby małym wariantem. Zdarzało się także, że jedna pieśń posiadała więcej wariantów melodycznych lub śpiewak dobierał sobie jak mu pasowała melodia (Mirosław Dworczak). Melodia mogła także zmieniać tempo i warianty w zależności od tego czy wykonywana była solo czy kolektywnie.

Jak szliśmy na pogrzeb to siadaliśmy przy stole i były książeczki i pierwsza pieśń jaką śpiewalismy Kto się w opiekę„, a potem następna była Miałem ci ja w sercu Jezusa, jeszcze śpiewaliśmy, jak przedtem panowie z nami śpiewali, to już było dawno, dawno to się śpiewało psalmy (Teresa Bartczak). Zwykle śpiewy prowadzili mężczyźni, kobiety prowadziły modlitwy, czasem psalmy i śpiewały „powtóry”. Było tak czy dwóch czy trzech mężczyzn to oni prowadzili, a refren kobiety, zawsze bo musieli troche odpocząć, tom pierwszą linijke i to pierwszy raz, a drugi raz to już niewiasty, żeby tak troche odpocząć (Zofia Granosik). Mężczyźni zwykle wygłaszali także oracje pogrzebowe, czyli tzw. egzortę. W okolicy Iłowa, gdy brakuje mówcy mężczyzny któryby przemawiał przy zwłokach i przepraszał obecnych w imienu nieboszczyka, dopełniają i kobiety tę religijną, śmiele rzec można, powinność. W innych miejscach, każdy niemal mówca temi słowy kończy swoją przemowę: „teraz idźcie do domu, nie oglądajcie się”. Słowa te są natchnieniem zabobonu, jakoby zmarły, za którym się kto ogląda, przychodził w nocy i straszył. (Kuryer Warszawski,1828, Nr. 275.278 – [w:] DWOK, t. 22, s. 40). Dość często śpiewak – przewodnik był także oratorem. Znając charakter obrzędu umiał sprawnie posłużyć się słowem i niejednokrotnie do ułożnego – zwykle przez siebie – schematu, dobierał odpowiednie słowa. Mowa taka winna zawierać odwołanie do osobistych wątków życia zmarłego, a także podziękowanie i pożegnanie w imieniu zmarłego. Mogła zawierać przypomnienie o nieuchronności śmierci każdego człowieka – motyw memento mori lub też apel o nieosądzanie życia zmarłego, by ten mógł odejść w pokoju. Wszelkie osądy, żale w jego kierunku mogłyby bowiem zatrzymać go na tym świecie, co było wielce niepożądane. Mieliśmy tu bardzo dobrego znajomego, który się powiesił, po tygodniu czy dwóch, to żeśmy go znaleźli, ale było wtedy troszkę mrozu i powiesił się tam na, w lasku, tam w swoim poszedł. I tam ja mu też wtedy taką skromną przemowę powiedziałem, że dziękując wszystkim za przybycie na pogrzeb i tak dalej, załamanie psychiczne i tak dalej, nie może przekreślać całkowicie czynów człowieka, który czasami nieraz dobrze robił, a był moment, coś się zakręciło i poszedł na, jak to mówią, w drugą stronę, bo ile ludzi tag jest, że był dobrym człowiekiem, a zaś coś pęknie i na złą drogę (Antoni Śliwka). W ostatnich latach, w wielu wsiach, rolę mówcy przyjmuje również ksiądz, chociaż wypada by równolegle ktoś z rodziny, znajomych powiedział parę słow od siebie. Pożegnanie takie rodziny to ksiądz. Tera to już to wincy jakoś te młode to [się podejmują mowy], przedtem nie, przedtem to nie (Krystyna Palmowska). Wcześniej egzorta należała do zadań osoby wykwalifikowanej. Kiedyś to mógłem przemawiać, a teraz jakaś mi sie wkradła nerwica i gdyby tam jakiś człowiek, przyjaciel czy coś, może bym nie wytrzymał formie takiej…bo to trzeba mówić tonem takim już żeby…twardym być, jak to się powiedzenie. Bardzo mało jest ludzi zdolnych, żeby tak sami ze siebie, bo to tak nie trzeba się wysilać, tylko trochę wiedzy posiadać na temat tego danego zmarłego i powiedzić, ile kto wypił i tak dalej (Antoni Śliwka).

Lamentów, zarówno przy konaniu, jak i podczas pogrzebu rozmówcy nie pamiętają. Jedyne wspomnienia dotyczące tego tematu dotyczyły osób urodzonych około 1920 i wcześniej, które pamiętały jeszcze czasy przedwojenne i ich złożoność kulturową. W Łęczyckiem mieszkało wielu prostestantów – luteran, mariawitów i Żydów. Ci ostatni mieli cmentarz na górce w Ozorkowie niedaleko dzisiejszej ulicy Granicznej. Za konduktem pogrzebowym, który kierował się na kirchol, szły tzw. płaczki żydowskie, które zawodziły i płakały: Aaaj, aaj ona taka młoda była, tylko osiemdziesiąt trzy lata miała aj aj (Wiesława Pałasz).

Temat obrzędów pogrzebowych w Łęczyckiem podejmowany był dość skąpo w opracowaniach etnograficznych i etnologicznych. Oskar Kolberg w t. 22 – Łęczyckie podaje, iż zwyczaje przy chrzcie i pogrzebie zachowane w Łęczyckiem i Gostyńskiem, nie różnią się prawie od tych, jakie opisaliśmy w Seryi III „Ludu „jak i w tomie I „Mazowsza”. Chorzy przewidujący swój bliski zgon, nucą lub każa domownikom śpiewać gorzkie żale i pieśni pokutne, do kórych należa i nastepujące: Straszliwego majestatu panie, Żegnam cię mój świecie wesoły. J.P. Dekowski i Z. Hauke w Folklorze ziemi łęczyckiej tematu nie podejmują. Mapa bazująca na zasobie Etnograficznego Archiwum im. Bronisławy Kopczyńskiej-Jaworskiej dotyczaca badań prowadzonych w Polsce przez pracowników i studentów łódzkiego akademickiego ośrodka etnologicznego ukazuje, iż badania dotyczące zwyczajów i obrzędów rodzinnych prowadzono w Bryskach, Daszynie, Górze Świętej Małgorzaty, Podgórzycach, Tumie w 1968, brak jednak wydawnictw z tychże opracowań. Wydaje się, że zwyczaje te nie odbiegają w żaden znaczny sposób od innych regionów, w związku z czym nie było potrzeby ich głębszego opisu. Tekst ów powstał dzięki wywiadom ze śpiewakami i śpiewaczkami pogrzebowymi oraz uczestnikami pogrzebów w Łęczyckiem.

Po upowszechnieniu się aparatów fotograficznych od lat 50′ do 90′ robiono zdjęcia, zwykle całej społeczności, ze zmarłym tuż przed zamknięciem trumny. Prezentowane fotografie pochodzą z lat 50′, 60′ z prywatnych zbiorów Marianny Różalskiej oraz Joanny Skowrońskiej.Więcej fotografii w dziale DŻS. O śpiewakach z Ruszkowa można posłuchać także w audycji „Źródła” z Justyną Piernik, oraz w aducyji Adama Struga, a o łęczyckich pieśniach pogrzebowych w audycji Adama Struga.  W celu wysłuchania pełnego repertuaru śpiewaków pogrzebowych należy odnaleźć ich w dziale Wykonawcy.

Ze zbiorów Joanny Skowrońskiej.

Audycja o pogrzebach w Łęczyckiem

zofia warsztat